Strony

sobota, 12 listopada 2016

8. Eliksir Euforii


Są granice, których przekroczenie jest niebezpieczne: przekroczywszy je bowiem, wrócić już niepodobna…
~~Fiodor Dostojewski
♥♥♥
Minął jeden ciężki tydzień od otrzymania przez Dracona szokujących informacji. Nie miał pojęcia, o co chodziło z wiarołomnym, ani z jakimiś czterema wybranymi… To wszystko nie miało najmniejszego sensu, ale co dziwne zaczynał wierzyć Granger.
Dziewczyny ustaliły, że będą się spotykać z Malfoy’em w tym samym miejscu, za posągiem goblina na czwartym piętrze. Każdy z nich otrzymał jakiegoś zaczarowanego galeona, lecz tyko Rachel i Hermiona mogły na nich wyznaczać godzinę i datę.
Ślizgon siedział w wielkiej sali. Dzisiaj znowu przyszedł przed czasem, ostatnio nie lubił towarzystwa innych. Jego plan się udał; obecnie w jadalni przebywały tylko nieliczne, zaspane jednostki. Jedną z nich była Hermiona Granger.
Ona mnie śledzi, pomyślał Draco, próbując z całej siły nie patrzeć w jej kierunku. Ale jednak gdzieś tam bardzo głęboko, w najciemniejszym zakamarku jego serca, który zabezpieczył przed złem, czaiła się lekka sympatia i współczucie do tej dziewczyny. Ale tylko lekka, nic więcej…
W pewnym momencie wstała od stołu, popatrzyła na niego i nie odwracając się więcej wyszła z pomieszczenia, do którego w tym samym czasie weszła Rachel. Dziewczyny kiwnęły sobie głową i coś szepnęły i udały się każda w swoim kierunku.
Morgan przysiadła się koło Dracona, nakładając sobie na talerz dwa razy więcej jedzenia, niż chłopak.
– Cześć – powiedziała z uśmiechem. – Nadal o tym nie możesz zapomnieć, prawda?
Ta dziewczyna była genialna. Aby nie wzbudzać podejrzeń, cały czas się uśmiechała, jakby rozmawiali o przyjemnych rzeczach.
– Rachel, codziennie się mnie o to pytasz i na razie nie zmieniłem zdania – westchnął Draco, przeczesując włosy. – Tak.
– Wiesz, o prostu chcę, żebyśmy rozmawiali i tak dalej. – Uśmiechnęła się. – Lubię z tobą rozmawiać.
Morgan wróciła do jedzenia, a Draco nie wiedział co powiedzieć. Też lubił z nią rozmawiać, ale nie mógł się so tego przecież przyznać. Wyszedłby na miękkiego i uczuciowego.
– Wiem, że ty też chcesz mi coś powiedzieć – zaśmiała się Rachel. – Dawaj, nikomu nie powiem.
Malfoy był zirytowany. Bellatriks podobno miała go nauczyć oklumencji, ale jak to ona, wolała postawić na Crucio.
– Czemu wszyscy czytają w moich myślach, tylko nie ja? – Powątpiewająco pokręcił głową. – Też lubię z tobą rozmawiać.
Dziewczyna uśmiechnęła się i nic nie powiedziała. Draco też nie kontynuował rozmowy i siedział, grzebiąc w talerzu. Po kilku dłuższych chwilach, kiedy to do Wielkiej Sali napłynęło więcej ludzi, Ślizgon wstał i pomachał Rachel na pożegnanie.
Wychodząc, popatrzył na dziewczynę, na której twarzy po raz pierwszy ukazało się zmartwienie i smutek…
♥♥♥
– Na dzisiejszej lekcji będziemy ważyć Eliksir Euforii. Ma ktoś jakieś pomysły odnośnie działania?
Ręka Hermiony wystrzeliła w górę, niczym petarda. Na eliksirach z Slughornem, Gryfonka miała pole do popisu, ponieważ zawsze udzielał jej głosu. Tak było i tym razem.
– Eliksir Euforii to bardzo podobny wywar do Feliks Felicis – wyrecytowała. – Tyle, że jest prostszy i nie daje pełni szczęścia, jedynie na parę krótkich chwil człowiek staje się najszczęśliwszy na świecie.
Granger siadła na miejsce i zanotowała coś na pustej dotąd kartce pergaminu.
– Dziesięć punktów dla Gryffindoru, brawo panno Granger – powiedział uśmiechnięty Horacy. – Panie Malfoy, czego potrzebujemy do wytworzenia tego eliksiru?
Draco zbaraniał, nie miał pojęcia. Od początku roku nie otworzył książki do eliksirów, bo Severus przestał ich uczyć.
            Nagle Hermiona udzieliła poprawnej odpowiedzi, ratując nic niewiedzącego Dracona. Zdobyła także pięć punktów dla swojego domu.
            – Wspaniale, panno Granger! – powiedział jak zawsze radosny Slughorn. – Teraz podzielę was parami, tym razem będziecie pracować z innym domem.
            I tym sposobem Weasley trafił do pary z Pansy Parkinson, Potter z Dafne Greengrass, a Granger z Draconem.
            Przez pierwsze dziesięć minut pracowali w totalnym milczeniu, Hermiona przyniosła składniki, a Malfoy w tym czasie przeanalizował dokładnie całą instrukcję. Pierwsza odezwała się Gryfonka.
            – Nie możemy nie rozmawiać, bo pomyślą, że coś dziwnego się dzieje. Jakbyśmy byli przyzwyczajeni do wspólnej pracy.
            Słowa Granger miały sens – przez ostatni tydzień obyło się bez kłótni przy analizie mapy zamku, czy czytaniu Historii Hogwartu.
            – Do czego dążysz, Granger? – zapytał Draco. – Mam ci się rzucić do gardła, czy może wydłubać tym nożem oczy?
            Hermiona nie traciła rezonu, bo już po chwili odpowiedziała, a jej wypowiedź była bardzo adekwatna i nie ironiczna.
            – Nie mówię przecież o tym. Chodzi mi o to, że powinniśmy do siebie coś od czasu do czasu rzucić, bo pracujemy pierwszy raz. – Zakreśliła palcami cudzysłów w powietrzu.
            – No dobrze, zgadzam się – powiedział w końcu Malfoy. – A tak w ogóle, to planujesz jakieś spotkanie z Rachel?
            Draco był zdziwiony z jaką łatwością potrafi rozmawiać po koleżeńsku z jego największym dotąd wrogiem. Nie dość, że taka gadka nie była ciężka, to robiła się nawet czasami przyjemna…
            – Możliwe, ale nie mam pewności. Musimy się jeszcze dogadać. – Wrzuciła posiekane korzonki do bulgoczącego, ciemnobrązowego wywaru. – Znalazłeś coś w Historii Hogwartu?
            – Niestety nic nie ma – prychnął Ślizgon. – Sami wielcy czarodzieje i wojny goblinów. Żadnego wspomnienia o przepowiedniach, ani wojnie. Kompletne zero.
            Widać było, że jest sfrustrowany, ale próbował trzymać fason i z całej siły wyciskał sok z fasolek.
            – Nie tak, popsujesz – powiedziała z dezaprobatą Granger. – Popatrz.
            Chwilę później Malfoy musiał się przyglądać, jak Gryfonka w kilka sekund wycisnęła z cały sok z fasoli. Dla niego, który nie tknął końcem kija podręcznika, było to niemniej trudne do zrozumienia, jak rodzaje tarcz ochronnych, z których kompletnie nic nie pamiętał.
            – Jak niby mam to robić, kiedy ostatnio otworzyłem książkę do eliksirów w piątej klasie? – zapytał powątpiewająco Draco.
            – Pytanie retoryczne, Malfoy – rzuciła Hermiona, mieszając w kociołku, aż eliksir zrobił się jasnoróżowy. – Mógłbyś posiekać to ziele i dorzucić do eliksiru?
            Wskazała palcem na mały słoiczek. Chłopak zaklęciem pozbył się nakrętki i wziął do ręki, która po chwili zaczęła go niemiłosiernie piec.
            Syknął z bólu i puścił ziele na deskę do krojenia, łapiąc się za piekącą kończynę.
            – Granger, jak się usuwa oparzenia?
            Hermiona pokręciła głową i sama wzięła do ręki niebezpieczną roślinę, chcąc pokazać, że nic nie robi. Rzeczywiście – dziewczyna wcale nie upuściła jej jak on na stół, tylko dalej trzymała.
            – Wodniczka, Malfoy. Jak ty zdałeś sumy? – Spojrzała na niego, jak na totalnego głupka. – Roślina o nadzwyczajnych umiejętnościach, potrafi zmylić twój mózg, aby myślał, że odczuwa ból.
            Malfoy nie miał pojęcia, że takie coś istnieje. Jednak może warto byłoby czasami posłuchać na zielarstwie.
            – Dzięki – powiedział, nie myśląc.
            Granger popatrzyła na niego zdumiona, Ślizgon jeszcze nigdy nikomu nie podziękował.
            – Za co mi dziękujesz? – spytała, nadal w głębokim szoku.
            Draco zastanawiał się długą chwilę. W końcu pomyślał: Przecież mówiłeś sobie, że żyjemy tylko raz!
            – Tak jakoś, Granger – powiedział i dodał ostatni składnik eliksiru, mieszając trzy razy w kierunku wskazówek zegara.
            – Koniec czasu! – Oddalony głos Horacego zabrzmiał w lochach.
            A Hermiona nadal nie mogła uwierzyć, że człowiek, którego szczerze nienawidziła, podziękował jej niemal za nic.
♥♥♥
Dzisiaj trochę krótko, ale osobiście lubię ten rozdział, chociaż taka totalna zapchaj-dziura.
Kto już przeczytał PD melduje się ^^
Dla Tej, która zaczarowała mój świat ♥




sobota, 29 października 2016

7. Wiara i zagadka


            Następnego dnia w Wielkiej Sali Draco nie mógł się oprzeć wrażeniu, że jest obserwowany. Tak w istocie było – brązowe oczy w kształcie migdałów, starannie śledziły każdy jego ruch.
            Po rozwiązaniu zagadki, która była jednak bardzo prosta, w głowie Ślizgona panował wielki mętlik. Z jednej strony miał już stu procentową pewność, że to nie martwa otrzymała ten list, a ktoś z jej bliskiego otoczenia. Natomiast z drugiej – zrobiło mu się żal tej dziewczyny, co było do niego niepodobne. Może się zmienił? Albo depresja coraz bardziej się pogłębiła i stracił swoje prawdziwe oblicze? Malfoy nie znał odpowiedzi.
            Powrócił momentalnie myślami do zagadki, którą znał na pamięć. Bezsensowne wcześniej słowa nabrały wartości i można było rzucić trochę światła na tą sprawę. Wystarczyło tylko odczytać je od tyłu.
Kocham Cię
            Typowe – jakaś osoba kocha drugą, normalne.
To nie była prawda
Że to był najlepszy dzień w moim życiu
            Kolejna zwyczajna sprawa – każdemu przecież zdarzają się gorsze dni.
Udało mi się to zdobyć
Lecz zabrakło mi sił
Przy tych dwóch wersach można zacząć się zastanawiać. Nadawca zdobył to coś, Draco wywnioskował, że musiało być to trudne. Nie wiedział jednak, o co chodziło z brakiem sił. O chorobę, czy starość, czy może coś innego?
Nie zrobiłem tego, co mi kazano
Zrób to
W dowód miłości
Za mnie teraz
I właśnie tutaj Nadawca pokazuje, że zleca zabicie kogoś, pomyślał Draco. Niby takie oczywiste, ale nastolatkowi rzuciło się w oczy „W dowód miłości”. Zwyczajne wyrażenie, ale jednak brzmi, jakby Nadawca był obłąkany. Ludzie chorzy często krzyczeli takie rzeczy, a Malfoy miał z nimi styczność, szczególnie po zaklęciu Crucio.
Ktoś szturchnął go w ramię. Odwrócił się zdenerwowany, chcąc znaleźć sprawcę. Natrafił na lodowate spojrzenie głębokich, szarych oczu Rachel.
– Nie patrz tak na mnie – powiedziała, siadając na wolnym miejscu koło niego. – Słyszałeś o Kathy O’Brien? Podobno ktoś ją zamordował.
Ton jej głosu był nadzwyczaj spokojny, jakby w ogóle nie poruszyła ją ta wiadomość. Co prawda, on wczoraj zachował się tak samo, ale miał wyrzuty sumienia, że nie postąpił inaczej. Natomiast Morgan bez emocji przekazała mu te informacje i zajęła się jajecznicą. To stało się dziwne.
– Tak. Nie przejmujesz się tym? – szepnął tuż przy jej uchu, co mogło wyglądać dosyć znacząco.
Rachel pozostawiła śniadanie i odwróciła się do Dracona, aby patrzeć mu w oczy.
– Nie – rzuciła krótko. – Ale jednak martwi mnie, że to się stało. W Hogwarcie nie zamordowano nikogo od pięćdziesięciu lat.
Mówiła szybko, ale z jej głosu zniknęła nutka energii, żywiołu. Wydawało się jakby coś się wydarzyło w jej życiu, coś niedobrego.
– Zdaję sobie z tego sprawę, ale jednak przejmuję się tym. Co innego ty. – Zabrzmiało to trochę jak zarzut.
– Skończmy temat. – Rachel wróciła wzrokiem do jedzenia. – Jak się trzymasz po rozmowie z Hermioną?
Morgan postanowiła grać na zwłokę. Dobrze wiedziała, że ten temat skutecznie powstrzyma rozmowę o morderstwie. Niezbyt chciała go drążyć, choć to ona go zaczęła. Nagle zeszło na niepewną drogę…
– Szczerze to nie miałem czasu o tym pomyśleć – powiedział Draco zgodnie z prawdą. – Ale i tak dziwi mnie to, że ona coś do mnie powiedziała bez nienawiści.
W istocie Malfoy był okropnie zdziwiony tym nagłym nastawieniem Gryfonki, ale starał się tego nie pokazywać. Rachel natomiast pokiwała ze zrozumieniem głową.
– Podejrzewam. Ale i tak musimy jeszcze przegadać parę spraw. Może zbyt nagle i za dużo powiedziałyśmy…
Morgan miała wyrzuty sumienia. Niepotrzebnie tak od razu chciała wyjawić prawdę. Mogła to robić stopniowo, spokojnie, ale jej charakter by tego nie wytrzymał. Dobrze, że nie mówiła mu o Jean i Zoe, bo naprawdę bałaby się jego reakcji. Ale kiedyś trzeba powiedzieć, prawda?
– Dobra, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Granger tylko udaje. Cały czas mnie obserwuje, nawet teraz.
Rzeczywiście – uważne spojrzenie Hermiony przeszywało starannie cały stół Ślizgonów. Ta sprawa była, aż śmieszna; niby się  nienawidzą, ale ona potrafiła się przełamać. A może ona ma jakieś cieplejsze uczucia w stosunku do niego? Oboje szczerze w to wątpili.
– Może, ale musisz zrozumieć, że my chcemy ci pomóc. My, nie ja. – Rachel mówiła bardzo cicho, wpatrując się w jajecznicę.
Malfoy nie mógł uwierzyć, zbyt dużo zdarzyło się już w jego krótkim życiu, by ot tak przyjąć do wiadomości takie informacje.
– Przepraszam, Rachel, ale nie wierzę ci – powiedział spokojnie, wpatrując się w jej ciemnobrązowe włosy.
♥♥♥
W wielkiej sali pozostali tylko nieliczni. Przy stole Slitherinu natomiast byli jedynie Draco i Rachel, oboje pogrążeni w myślach, które Hermiona Granger starał się szczegółowo wyłapać.
– Na kogo tak patrzysz Hermiono? – Harry Potter przyglądnął się zatroskanym wzrokiem swojej przyjaciółce.
– Hermiona, naprawdę? – spytał oburzony Ron.
Panna Granger nie wiedziała, o co chodzi Weasleyowi i szczerze ją to nie obchodziło. Rudy próbował uratować swoją sytuację, ale jednak mu się to nie udawało. Spotykał się teraz z Lavender, chociaż oboje wiedzieli, że coś ich do siebie ciągnie. A może to tylko złudne uczucie?
– Nie wiem, o co ci chodzi, Ronaldzie – powiedziała lekko podenerwowanym głosem.
– O fretkę! – wykrzyknął rudowłosy głośno, że Hermiona była pewna, iż usłyszał to sam zainteresowany. – Odkąd przyszliśmy, to non stop na niego patrzysz. Jest sobota, powinniśmy być już na treningu.
Dziewczyna nie wiedziała, co ma to do rzeczy. W istocie od piętnastu minut nieprzerwanie błądziła po najciemniejszych zakamarkach umysłu Dracona, którego Rachel widocznie bardzo dobrze zajęła rozmową. To była pestka, Gryfonka nie wiedziała, że to takie proste. Jednak te lekcje coś dały.
– Ziemia do Hermiony. – Harry pomachał jej ręką przed twarzą. – Idziemy na boisko… Popatrzysz, jak trenujemy?
Granger nie miała ochoty i czasu. Już sobie znalazła zajęcie na całą sobotę, więc postanowiła, że grzecznie odmówi.
– Przepraszam, Harry, ale muszę zrobić projekt z transmutacji na zaliczenie. Może za tydzień… Bawcie się dobrze – dodała przepraszającym tonem.
– Dobrze, przecież wiemy, jak ważne są dla ciebie oceny – powiedział Harry żartobliwym tonem. – Uważaj na siebie.
Chłopak pomachał i odszedł do czekającego niecierpliwie Rona. Natomiast Hermiona utwierdziła się po raz kolejny w przekonaniu, że taki przyjaciel, jak Harry Potter to prawdziwy skarb.
♥♥♥
Rachel i Draco stanęli pod posągiem jakiegoś trolla. Od razu po śniadaniu przeszli na czwarte piętro, ponieważ Morgan coś chciała od chłopaka.
Malfoy’owi niezbyt się to podobało. Miał teraz ważniejsze sprawy na głowie i był prawie pewien, że Rachel nie ma zamiaru odkrywać sprawy morderstwa, ani pomóc mu w zadaniu od Lorda.
– Krwawe łzy. – Dziewczyna wypowiedziała hasło. – Lepiej to zapamiętaj.
Krwawe łzy, pomyślał Draco, coraz mniej mi się to podoba. Zaczął się bać, wbrew pozorom nie zdążył jeszcze wyzbyć się wszystkich lęków.
Weszli do średnich rozmiarów pomieszczenia. Były tam dwie szafki wypełnione książkami, parę krzeseł i stolik. W cieniu czaiła się postać.
Malfoy pierwsze co pomyślał, to uciekać, ale Rachel przytrzymała go za ramię i pokręciła głową.
– Wyjdź, to nie jest śmieszne. Chcesz go wystraszyć na samym początku? – spytała Morgan, podchodząc do tajemniczej osoby.
– Ja wcale nie chciałam go przestraszyć, po prostu lubię być tajemnicza. – Cichy głos Granger przeniknął przez niego do szpiku kości. – Zresztą strach nie jest naszym największym wrogiem, prawda Zoe?
„Zoe” spojrzała na złośliwie uśmiechającą się przyjaciółkę.
– Może zapomniałaś, Jean, kogo tu mam? – Rachel wskazała ręką na cichego chłopaka. – Dobra, kończymy to przedstawienie. Mamy ciekawsze rzeczy do zrobienia.
– Masz rację. – Hermiona stanęła przed Draconem i wyciągnęła rękę. – A więc, Malfoy, proponuję zakopać na jakiś czas topór wojenny.
Draco stanął jak wryty. Nie spodziewał się czegoś takiego. Powinien przecież nadal być dla niej wrogiem, a ona dla niego. Nie wiedział, co mu strzeliło do głowy, ale odpowiedział.
– To się nazywa zawieszenie różdżek, Granger, ale… khm… przyjmuję twoją propozycję… – Podał dziewczynie ostrożnie rękę.
– No i dobrze – ucieszyła się Rachel. – Teraz możemy porozmawiać o strategii, ale najpierw wprowadzimy cię w temat, Draco.
Wszyscy usiedli na drewnianych krzesłach, ułożonych w koło. Morgan mierzyła ich wzrokiem, aby ktoś zaczął rozmowę. Granger przełamała się, chociaż było to dla niej niemniej ciężkie.

– Znam Rachel od paru lat. – Hermiona podejrzewała, że się powtórzy, ale musiała to opowiedzieć z większymi szczegółami. – Jesteśmy przyjaciółkami, chociaż na początku tak nie było. Po prostu poznałyśmy się w wakacje na mugolskim festiwalu. Porozmawiałyśmy i zaczęłyśmy utrzymywać stały kontakt przez listy. Wreszcie, na trzecim roku trafiła do Hogwartu. Na początku nie wiedziałam, że to ona… Bo nie była sobą, nie mowa tu jednak o eliksirze wielosokowym, Malfoy.
Mowa dziewczyny była niezrozumiała dla Ślizgona i chłopak był niemal pewien, że nic z tego nie wyjdzie.
– Wreszcie się odszukałyśmy, porozmawiałyśmy. Rachel wyjaśniła, że od lat szuka kogoś takiego, jak ja. Nie wiedziałam, co to oznaczało, ale byłam prawie pewna, że mogę jej zaufać. W trzeciej klasie też mój sposób postrzegania świata znacznie się pogorszył, przez wyśmiewanie mnie. – Spojrzała oskarżycielsko na Dracona. Mimo zawieszenia różdżek nadal wolała zachować dystans. – Nie ważne, zgodziłam się dlatego, że ktoś mi wreszcie powiedział, że jestem wyjątkowa, że mogę odegrać jakąś znaczącą rolę. Nie wiesz pewnie, jak to jest gdy co dzień budzisz się bez ochoty, życia… Stajesz się wrakiem człowieka…
Malfoy doskonale ją rozumiał. Był w takim samym stanie psychicznym, jak opisała. Tylko dochodzi tu jeszcze spadek wagi, próby samobójcze… Ona nie wiedziała, co on czuje w środku…
– Dobrze, Hermiono, wystarczy. Dam sobie teraz radę – szepnęła Rachel. – Nie jestem człowiekiem, jestem kimś o wiele gorszym od was czarodziei, chociaż jestem nim tylko w połowie. Pewnie jesteś ciekawy tych imion… A więc, w czwartej klasie przyjęłyśmy dla siebie inne imiona, aby nikt się nie domyślił, kim jesteśmy i dlaczego tak działamy. W Slitherinie, jak pewnie zauważyłeś, jestem od miesiąca… Wcale nie przypadek… poprosiłam dyrektora, żeby mnie przeniósł… Nie wiem, jakim cudem się to udało, ale oto jestem… Dlaczego cię tutaj przyprowadziłam? Chcę ci dać zadanie, które będzie od teraz twoim priorytetem, nie możesz zawieść, rozumiesz?
Malfoy słuchał uważnie, szczególnie końcówka go zainteresowała. Nadal miał lekką niechęć do tego, chociaż następne wypowiedzi dziewczyn trochę go ośmieliły.
Morgan nie czekała na odpowiedź, tylko kontynuowała.
– To będzie tak, mówiłyśmy ci już o tym ale nie zaszkodzi się powtórzyć. Po pierwsze, nikt się nie może dowiedzieć, o spotkaniach. Po drugie, nadal jesteście z Hermioną wrogami, choćby nie wiem co się stało, to nie możesz jej bronić, ani normalnie rozmawiać. Trzecie i chyba najważniejsze, nadal zajmujesz się sprawą morderstwa i zadania od Voldemorta. – Draco wzdrygnął się. – Nikt nie może nabrać podejrzeń, bo będzie kicha. A teraz przejdźmy do setna sprawy… Pojawiłam się w tym wcieleniu po jedne konkretne zadanie, nie mogę dopuścić do zwycięstwa ciemności, ani śmierci zbyt wielu osób. Po to się tu zjawiłam… Wyrocznia mówi, że do zwycięstwa potrzeba mnie oraz czwórki, którą ostatecznie połączy więź. Muszę ich wybrać, mam ze sobą wytyczne.
Morgan podała chłopakowi idealnie wyprostowaną karteczkę, na której wypisano zgrabny pismem cztery wersety.

Pierwsza to najmądrzejsza – ni to czarodziejska krew, ni to ludzka. W połowie.
Drugi to najodważniejszy – osoba lojalna, zawsze sprawiedliwa.
Trzeci to najsprytniejszy – chociaż zdradzi, to wróci i przebaczy.
I czwarty to najsilniejszy – będzie walczył i odpuści, Wiarołomny.

– Ja jestem ten trzeci, prawda? – zapytał Draco.
Dla niego nie było innej odpowiedzi. Po prostu tylko ta istniała.
– Spójrz, pierwsza to Hermiona – powiedziała Rachel, odbierając mu papierek. – Drugi to Harry i tego już z Jean jesteśmy pewne.
– Czyli co, ja jestem trzeci?
Malfoy nie uzyskał odpowiedzi na pytanie i zdenerwował się lekko. On mógł być tylko trzeci, bo może mieć skłonności do zdrady…
– Niekoniecznie, Wiarołomny – szepnęła nieodzywająca się do tej pory Hermiona Granger.
♥♥♥
Wiem, znowu krótko… I to już pewne – zostałam Polsatem… Ktoś już czyta HP i PD? Czekam na recenzje ^^ Czytam i podoba mi się :3

No i ogólnie miałam konkurs z angielskiego, idk czy się dostanę, pewnie nie ale trzymajcie kciuki ^^

A tu taki cytacik :3 Dla wszystkich, którzy nie mogą się doczekać zimy ♥

Lotniska widziały więcej szczerych pocałunków, niż ołtarze…
A mury kościołów nie słyszały tylu modlitw, ile szpitalne sale…




sobota, 15 października 2016

6. Próba

Zabierz mnie na szczyt tam
I nie trwaj sam
Czekaj aż się zmęczę
I upadnę w tej udręce
♥♥♥
            Nie zaprzeczycie, że wreszcie nadchodzi moment wyboru – między tym, co słuszne, a tym co łatwe. Ale nigdy pewnie nie pomyśleliście, że ktoś nie ma wyboru, a jedynie łamie wszystkie reguły i staje po stronie dobra.
            Lecz nie jest to łatwe; przez długi czas trzeba budować fundamenty: zaufanie, oddanie, przyjaźń, a dopiero później starać się o głos.
            Tak było z nim… W pewnym momencie musiał zacząć żyć na nowo, w nowym otoczeniu. Znalazł nawet miłość. Ale nic do dobre nie trwa wiecznie. Czasami fundamenty zostają zburzone i trzeba je tworzyć od początku. Praca bez sensu, prawda?
            Lecz jest w tym pewien szczegół, który może zaważyć na Waszej opinii: tam była Ona. Chyba warto tworzyć od nowa dla miłości.
            Chyba.
♥♥♥
            Draco nie pamiętał ile czasu spędził w śpiączce, wiedział tylko, że wczoraj wrócił do żywych.
            Nie kojarzył, jak się tu dostał. Pamiętał jedynie swoją krew, masę krwi, płynącej z jego żył. Leżał wtedy na podłodze, a nad nim była…
            Granger.
            Na początku ta myśl wydawała mu się naprawdę obca, obrzydliwa, ale później zrozumiał, że Gryfonka uratowała mu życie. Ale nadal miał wątpliwości…
            Czy jego życie było warte ratunku?
            Dawny on bez wahania odpowiedziałby, że tak, ale się zmienił. Nie był już Draconem Malfoyem, naczelnym narcyzem Hogwartu, gnębiącym szlamy i charłaki. Teraz stał się przestraszonym chłopakiem, którego umysłem zawładnął Demon.
            Co prawda, kiedy nadchodził moment, w którym miał umrzeć, to błagał o litość. A teraz? Teraz dopiero zrozumiał, że nie wart był ratowania.
            Dostał zadanie, nie miał szans z tego wybrnąć. Został skreślony. Ale czemu jego to spotkało? Czy nie mógł to być ktoś inny?
            Draco przerwał rozmyślanie, bo ktoś delikatnie uchylił drzwi skrzydła szpitalnego. Po chwili Rachel zbliżyła się do jego łóżka, a za nią jak cień podążała Granger.
            Nie dał rady wydusić z siebie słowa. Miał strasznie sucho w gardle, a obecność obu dziewczyn potęgowała stres.
            – Wychodzisz jutro – powiedziała Rachel, siadając na małym taborecie koło łóżka. – Jak się czujesz?
            – Pić – zdołał jedynie wychrypieć, a Granger podała mu szklankę. Zaskoczony przyjął wodę i wypił całość duszkiem.
            – Jest dobrze… – Gryfonka przysiadła się na sąsiednie łóżko, unikając wzroku Dracona za wszelką cenę. – Mogę już iść?
            – Nie… Musimy mieć pewność.
            Coraz bardziej szepczące dziewczyny nie zwracały uwagi na Dracona, który nie potrafił znaleźć sensu ich wypowiedzi. Wydawało mu się, jakby to już kiedyś się wydarzyło…
            – Mogę się dowiedzieć o co w tym chodzi? – zapytał, przerywając rozmowę.
            – Chyba już czas, Hermiono – szepnęła Rachel, odchylając się od dziewczyny. – Działaj, ja nie mogę.
            Granger była spięta. Siedziała maksymalnie wyprostowana na łóżku i wykręcała nerwowo palce. Kto by pomyślał…
            – Zaczęło się w trzeciej klasie, chociaż Rachel znałam już wcześniej. Dała mi pewną, hmm, misję wymagającą poświęcenia, kłamstw i wyrzeczeń. Zgodziłam się bez wahania, gdy dowiedziałam się o co chodzi. A polegało to na tym, że Rachel jest kimś innym niż ja czy ty, Malfoy. No i ma zadanie, po to istnieje, przynajmniej teraz. Potrzebowała kogoś o nie do końca mugolskich korzeniach, jakie posiadam ja. Wystarczyło mi to, bo wiedziałam już część rzeczy. Teraz zbliżamy się dopiero do początku akcji, Malfoy. Koniec nie istnieje.
            Draco posmutniał i z braku sił, odmalowało się to na jego twarzy. Nie mógł znieść tego, co usłyszał. Nie możliwe, to nie miało najmniejszego sensu. Przecież koniec zawsze jakiś jest.
            – Ale nie spodziewałam się, że będę musiała robić coś związanego z tobą – kontynuowała. – Po prostu musimy to zrobić, bo inaczej Rachel się nie uda zostać. Czyli wyjaśnię, co musimy zrobić. Na wakacjach będziesz przebywał w domu, a potem, jeśli cię wezwiemy, to… musisz sam na to wpaść. Na pewno nie wracasz tutaj, Malfoy.
            Informacje uderzały szesnastolatka z każdej strony… Granger, Rachel, misja… Wszystko się motało, sam nie wiedział, w co ma wierzyć. To było zbyt zagmatwane, nie potrafił sobie z tym poradzić.
            Wyciągnął ręce spod kołdry i pociągnął mocno za włosy, jakby mogło mu to pomóc. Pomagało, coraz bardziej narastający ból, spowodował zapomnienie o troskach. Skupiał się tylko na tym.
            Wtem ktoś położył dłoń na jego ramieniu. Rachel nie patrzyła mu w oczy, jej wzrok uciekał na wszystkie strony.
            – Lepiej się połóż – powiedziała, znikając za drewnianymi drzwiami. – Lepiej odpocznij.
♥♥♥
            Draco obudził się następnego dnia, dopiero po podaniu przez panią Pomfrey eliksiru słodkiego snu. Czekał teraz na papierek wypisu i mógł ruszać do dormitorium.
            – Uważaj na siebie i staraj się nie chodzić samotnie. – Cmoknęła go w czubek głowy i pokazała gestem drzwi.
            – Tak, tak… Do widzenia – rzucił od niechcenia i za chwilę znalazł się w pokoju wspólnym Ślizgonów.
            Pierwszy podbiegł do niego Blaise Zabini – czarnoskóry Ślizgon.
            – Musisz coś zobaczyć. Ruszaj się – powiedział i nie zastanawiając się długo, pobiegł w kierunku żeńskiego dormitorium.
            Draco z braku sił, leniwie podążył za nim. W środku zastał prawdziwe piekło.
            Na podłodze leżała jakaś dziewczyna. Ślady krwi prowadziły w kierunku łazienki, widocznie została wywleczona. Miała pocięte całe ręce, brzuch, uda i szyję. Patrzył, jak Pansy Parkinson płacze nad nią, jak pewnie jej chłopak ściska martwą rękę dziewczyny. Z jednej samotnej żyły nadal ściekała czerwonobrązowa krew…
            Zachował zimną krew, nie mógł sobie pozwolić by jego maska opadła. Nie teraz, kiedy nawet dobrze szło.
            W pokoju panowało straszne zamieszanie, a tłum gapiów przy drzwiach powiększał się. Chłopak zamknął drzwi.
            – Uspokójcie się – ryknął, nie zdając sobie sprawy, że to nie brzmi zbyt dobrze w tej sytuacji. – Może mi ktoś to wyjaśnić?
            Może zachował się arogancko i bezmyślnie, ale nie potrafił inaczej. Widział już zbyt wiele, żeby nie przejść obojętnie koło śmierci przypadkowej dziewczyny. Liczyło się to, kto to zrobił.
            – Stary, uspokój się. Ona się sama zabiła… Wiesz, samobójstwo… A teraz przeczytaj to…
            Ktoś mu podał zmięty kawałek pergaminu, na którym widniały plamy krwi i łez. Przysiadł się na najbliższe łóżko i zaczął czytać. Treść go bardzo zdziwiła, nie wiedział o co chodzi.
Za mnie teraz
W dowód miłości
Zrób to
Nie zrobiłem tego, co mi kazano
Chociaż się starałem
Lecz zabrakło mi sił
Udało mi się to zdobyć
Że to był najlepszy dzień w moim życiu
To nie prawda
Kocham Cię.
            To był szyfr, na sto procent szyfr, którym posługiwali się Śmierciożercy. Ojciec go tego uczył, tylko jak to szło…
            Draco nie mógł sobie tego przypomnieć, już miał wepchnąć kartkę na samo dno jego kieszeni. Wtem zrozumiał coś oczywistego – to nie był list do martwej.
            Nagle popatrzył na dziewczynę… Czy to na pewno było samobójstwo? Malfoy był w dziewięćdziesięciu procentach pewien, że nie…
            – Co wywnioskowałeś, Smoku? – zapytał lekko przerażony Blaise, patrząc w kierunku ciała dziewczyny, zakrywanego przez koleżanki kołdrą.
            – To nie jest samobójstwo – odpowiedział, siląc się aby głos mu nie drżał. – Mogę się przyjrzeć dziewczynie?
            Zapomniał nagle o tym, co powiedziała mu Granger, Rachel… Możliwe, że to morderstwo miało coś wspólnego z misją od Lorda.
            Podszedł do dziewczyn i delikatnie odsłonił ciało. Poranione było w wielu miejscach, na nadgarstkach natomiast bardzo głęboko. Największa jednak rana znajdowała się na szyi Ślizgonki. Jeśli po tak głębokich szramach na rękach dała radę podciąć sobie gardło, to była naprawdę wytrzymała, pomyślał. Ale na pewno tak nie było.
            Według jego wersji dziewczyna pocięła się sama, albo zostało to na niej wymuszone. Nie możliwe jednak, że poderżnęła sobie gardło, nie logiczne. To musiał być ktoś z otoczenia.
            – Na pewno nie ona dostała ten list… Kto był tu cały czas? – spytał, obejmując wszystkich podejrzliwym wzrokiem.
            Nieśmiało z tłumu wyłoniła się Pansy Parkinson, która według Draco była całkiem poza podejrzeniami.
            – Ja, ale ja ją znalazłam w łazience – wyszeptała, drżącym głosem. – Nic jej nie zrobiłam, ona… ona już nie żyła.
            Po swoich słowach zaniosła się jeszcze większym szlochem. Usiadła na swoim łóżku i po prostu trwała, bez życia, bez jakichkolwiek ruchów…
            – A więc…
            Draco nie dokończył, ponieważ rozwiązał szyfr. Jak mógł być tak głupi, że nie zrozumiał. Sama martwa przecież zostawiła podpowiedź. Układ tych linii, jak mógł tego nie zauważyć!
            Przeczytał ponownie list, tym razem poprawnie. Zrozumiał teraz sens tych dziwnych słów.
            Przecież wystarczyło tylko…
♥♥♥
Wiem, krótki. Ale nie dało się nic innego wpleść. Dla wszystkich, którzy liczą blizny.


           




sobota, 1 października 2016

5. Sectumsempra

Nigdy już nie będzie tak samo, jak kiedyś.
♥♥♥
            Nastał koniec kwietnia. Wokół pojawiły się pierwsze namiastki lata. Temperatura wzrastała, jak szalona, z czego korzystało wiele dziewczyn, odsłaniając ciało, pod pretekstem opalania. Czuć było woń kwiatów, a z tajemniczego półmroku zakazanego lasu dochodziły odgłosy ptaków.
            Draco leżał na kocu pod rozłożystym dębem z książką. Cień dawał mu chociaż minimalny chłód, a jego nagie ręce pieściły przedzierające się przez gałęzie, promyki słońca. Wzrok skupiony miał na książce, chociaż myślami był gdzie indziej.
            Nie mógł sobie przypomnieć, co zdarzyło się na spotkaniu z J., czy w ogóle do niego doszło i jakie były tego konsekwencje. Narastające wątpliwości nie dawały mu spokoju. Owszem, mógł sobie odpuścić tą sprawę, ale bardzo ciekawił go rozwój wydarzeń.
            Był człowiekiem z tajemnicami, których starał się nie zdradzać. Mury opadły jedynie na chwilę. Dla Rachel.
            Co prawda, nie powiedział jej, jaką ma misję. Jedynie po co miał iść do biblioteki. I była to bardzo okrojona wersja wydarzeń.
            Nie powinien tego zdradzać. Rachel widocznie przeraziła się, czego on tam mógł w tej księdze szukać i szybko wyszła od niego, tłumacząc, że jest śpiąca. Dziewczyna stanowiła wieczną zagadkę, której nikt pewnie jeszcze nie rozwiązał.
            Chłopak zamknął oczy i odłożył na bok książkę. Oparł ręce za głową, sprawiając wrażenie rozluźnionego, chociaż wcale tak nie było. Miał stwarzać pozory, a do tej roli nadawał się idealnie.
            Ktoś pojawił się nad nim. Leniwie otworzył oczy i zobaczył, że większość uczniów zbiera się do zamku. Widocznie była pora obiadu.
            – Chodź Draco, bo się spóźnisz – powiedziała Pansy Parkinson drżącym głosem. Malfoy zauważył, że ma podpuchnięte oczy i ślady łez na policzkach.
            Z ociąganiem się wstał i zaklęciem posprzątał koc i książkę. Zwinął to w mały pakunek wielkości pudełka od zapałek i wsunął do kieszeni spodni. Poprawił najbardziej naturalnym gestem kamizelkę i ruszył do drzwi. Pansy stąpała kilka kroków przed nim. Draco zauważył, że jest inaczej ubrana. Pozbyła się minispódniczki i założyła zwykłe jeansy, a włosy ściągnęła w wysoki koński ogon. Coś musiało się jej odmienić, może jakaś nowa moda?
            Dotarł wreszcie do sali wejściowej. Nie skierował się od razu do Wielkiej Sali, ale podążył szybkim krokiem w stronę toalety. Kątem oka zobaczył, że za drzwiami jadalni panuje zamieszanie.
            W toalecie obmył twarz zimną wodą i udał się do Wielkiej Sali. To, co tam zastał załamało go.
            Zobaczył jak Bell obejmuje Pottera. Przeżyła, to było niemożliwe. Sama Bellatriks mówiła, że ciężko odratować, gdy muśnie medalion chociaż czubkiem palca. To nie mogła być prawda.
            Patrzył na tą scenę i czuł, jak do jego stalowych oczu napływają łzy. Rozejrzał się wokół, chwytając spojrzenie Granger. Było… podejrzliwe… Nie, nie, nie podejrzliwe… raczej stanowcze. Uciekła wzrokiem do Rachel i wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Coś był nie tak.
            Nim się spostrzegł, biegł już w kierunku łazienki Jęczącej Marty, bo był pewien, że tam go nikt nie znajdzie. Jednym sprawnym ruchem zrzucił z siebie kamizelkę i pochylił się nad umywalką, dając upust emocjom.
            Czuł do siebie odrazę. Czemu się nie udało? Czemu znowu zawiódł? Draco znał odpowiedź, ale starał się jej do siebie nie dopuszczać. Nie jestem mordercą. Gorzkie łzy popłynęły mu po policzkach. Przez cały szósty rok nie był złośliwy, nie wyrażał się z niechęcią do szlam, starał się nie być taki, jak przez tamte pięć lat.
            Wiedział, kto go odmienił. I nie, to wcale nie była Rachel, tylko Lord. To przez niego stał się wrakiem człowieka, który nie potrafił znaleźć marnej riposty na Pottera, albo Weasleya. On już nie był sobą.
            Usłyszał czyjeś kroki. Speszony popatrzył w lustro, w którym odbijała się Hermiona Granger. Spoglądała wprost na niego, nie odrywając wzroku. Co ona tu robiła? Nie powinna go tutaj widzieć.
            Wtem rozległ się czyjś krzyk, a Granger została upchnięta niedelikatnie na kafelki. Tuż za nią pojawił się Potter z wyciągniętą różdżką.
            Draco zreflektował się szybko i rzucił pierwsze zaklęcie.
            – Expeliarmus! – wysyczał, ale Potterowi udało się uniknąć czaru. – Wynoś się stąd, Potter!
            – Ani mi się śni, Malfoy – krzyknął. – Drętwota!
            Zaklęcia latały na wszystkie strony łazienki, a Draco już przeciął sobie ramię, gdy Potter rozbił czarem lustro. W końcu padło to słowo, które wcale nie powinno się pojawić.
            – Crucio! – krzyknął Malfoy, a zaklęcie minęło Pottera o cal.
            – Zapłacisz za to, Malfoy. Sectumsempra!
            Draco padł na ziemię, trzęsąc się z zimna. Pierwszy raz w życiu czuł taki chłód. Całe jego ciało stygło, temperatura opadała. Jakby umierał
            Nie mógł umrzeć, nie w tej chwili. Przecież musi ocalić matkę, rodzinę… Nie może zawieść…
            Zauważył, że wokół niego jest pełno jego krwi. Płakał, krzyczał z bezradności. Nie potrafił poruszyć żadną kończyną, pragnął pomocy. On musiał żyć, musiał dopełnić przeznaczenie. Musiał pokonać Lorda.
            Wtem zauważył blaknącą postać Granger, pochylającą się nad nim. Mówiła niezrozumiałe dla niego słowa, brzmiące jakby po francusku. Z jej brązowych oczu emanowało współczucie, jakby się o niego martwiła.
            Po chwili nie rozumiał już nic z otoczenia. Jego oczy samowolnie się zamknęły, a usta zadrżały, po czym wypłynęła z nich kropla krwi.
            Potter patrzył na tą scenę ze zmieszaniem, modląc się, aby żaden nauczyciel nie dotarł do łazienki.
            Kątem oka zobaczył, jak do Hermiony, wypowiadającej tajemnicze zaklęcia, podbiega jakaś Ślizgonka. Wszystko widział przez mgłę, czuł, że zaraz zasłabnie, ale nie mógł na to pozwolić. Nie w tej chwili.
            Dziewczyna z wężem na piersi złapała go za ramię i wyprowadziła z łazienki. Szła z nim aż do domu Gryffindoru. Na końcu usłyszał tylko jej ciche słowa, przepełnione dziwną wrogością. Ta dziewczyna widocznie nikomu nie ufała.
            – Uważaj, Potter, żebyś ty się przypadkiem nie wykrwawił.
            Po niej zostały mu w pamięci jedynie odgłos kroków i echo wypowiedzianych słów. Miał jej już nigdy nie zobaczyć, przynajmniej w tym przebraniu.
♥♥♥
            – To jest sen, Draco, tylko nieświadomy sen. Śpij, kochanie.
            Głos jego matki odbijał się echem w jego głowie. Gdzie ona była? Gdzie on był?
            – To jest próżnia, Draco. Wyobraźnia… A skoro nas słyszysz, to znaczy, że żyjesz.
            To był głos Rachel. Na sto procent. Ale był jakiś inny, odległy, nietykalny. Jakby wypowiedziany bardzo dawno temu, po którym został jedynie ślad w przeszłości.
            – Malfoy, masz szczęście. Nigdy nie podejrzewałam, że tu trafisz. Myślałam, że prędzej umrzesz. Cholerny fart.
            Granger. Innej opcji nie ma.
            – Ale co ze mną? Kiedy wreszcie stąd wyjdę?
            Słyszał przytłumione rozmowy trójki osób, dobiegające do niego z każdej strony. Nic nie rozumiał. Jakby było to tylko echo…
            Jego głos przepełniała desperacja. Nie usłyszał odpowiedzi, za to wreszcie otworzył oczy. Wokół była biel, oznaka śmierci, oznaka przejścia między zaświatami. Ale on nie umarł, na pewno jeszcze żyje. Przecież słyszy głos Narcyzy, Rachel i Granger, a one żyją, prawda?
            Nic się nie działo. Draco nie wiedział, ile już tu tkwi, ale widocznie był to spory kawał czasu, przynajmniej tak mu się wydawało. Minuty płynęły, aż w końcu poczuł, że zamyka oczy. Rzucił próżni ostatnie spojrzenie i wrócił do żyjących.
            Ale czy nie lepiej było tu, gdzie nic się nie dzieje? Gdzie nie mógł zawieść?
♥♥♥

            Otworzył powoli oczy. Wokół niego było nienaturalnie biało. Na pewno nie znajdował się w swoim dormitorium, ani w pokoju życzeń. To musiało być…
            Skrzydło szpitalne.
            Cichy głosik nadziei podsunął mu radosną myśl, że żyje. Miał jeszcze szansę od losu… Po raz kolejny.
            Nie mógł się poruszyć, jakby wszystkie jego mięśnie już dawno przestały funkcjonować. Potrafił jedynie spojrzeniem mierzyć cały pokój.
            Wysokie okna, sięgające sufitu rzucały długie cienie na idealnie wypolerowanej podłodze. Za nimi świat budził się do życia; widocznie musiał być już ranek. Draco zdziwił się, gdy poczuł, że ktoś łapie go za rękę i mówi coś do niego.
            – Widzę, że się obudziłeś. – Cichy głos Rachel podziałał na niego jak kubeł zimnej wody.
            Odwrócił wzrok do dziewczyny. Pierwszy raz dostrzegł, że się nie uśmiecha, a jedynie wymusza na sobie lekkie drżenie warg. Coś się zdarzyło niedobrego.
            – Leżysz tu już tydzień. Dzięki Bogu, że się wreszcie obudziłeś, bo pani Pomfrey odchodziła od zmysłów. Mieli cię nawet wysłać, o zgrozo, do Munga… Pamiętasz, co się stało?
            Oczywiście, że pamiętał, jak Potter postrzelił go jakąś Sectu-cośtam i prawie wykrwawił się na śmierć.
            – Ja… – wychrypiał. – Wody…
            Momentalnie Rachel włożyła mu do ust słomkę, a on pociągnął z łaknieniem. Do jego ust dostał się chłodny płyn, działając na niego orzeźwiająco. Woda nigdy jeszcze nie była tak pyszna…
            – Pamiętam – powiedział w końcu, na chwilę odrywając się od picia.
            – Dosyć.
            Pierwszy raz w głosie Morgan nie usłyszał żartobliwego zabarwienia. Coś się działo i to na pewno nie było dobre.
            Ktoś tu jeszcze jest.
            Draco wychwycił, jak cichy szept odbija się od ścian. Ktoś mówił do Rachel, a była to…
            Granger.
            Jeszcze jej brakowało, żeby nabijała się z niego, gdy leży bezbronny na szpitalnym łóżku. Coś jednak podpowiadało mu, że ona jest potrzebna, że jest elementem bardzo trudnych puzzli, które przyszło mu układać. Ta myśl wydawała mu się nienaturalnie bliska; jakby Gryfonka nagle stała się jego sprzymierzeńcem.
            – Nie wyobrażaj sobie za wiele, Malfoy – powiedziała Granger. – Jestem tu z innego powodu i uwierz, że wcale nie mam zamiaru się tobą interesować.
            Uratowała Cię, Draco.
            Te słowa zostały wypowiedziane w jego głowie. Nie brzmiały sensownie, ale powoli zaczął sobie przypominać, co się stało. Szybko skojarzył fakty.
            – A ja nie chcę cię tu widzieć. – Nie powinien tego mówić. – Wyjdź.
            Czuł się podle, ale słowa same płynęły z jego ust, jakby ktoś nad nim zawładnął. To było bardzo dziwne.
            – Powtarzam, że jestem tu z innego powodu. I wcale nie mam zamiaru wychodzić.
            Czuł, że zasypia. Widocznie w tej wodzie był jakiś eliksir, ponieważ momentalnie zachciało mu się spać. Nie panował nad tym, a po prostu zasnął, wyłapując jedno zdanie z rozmowy dziewczyn, które zmroziło go do szpiku kości.
            On jest wiarołomnym.
            Później nie słyszał już nic. Zapadł w głęboki sen, a o wydarzeniach ze skrzydła szpitalnego miał już nigdy nie pamiętać.
♥♥♥

Dla Ciebie ;) Żebyś wiedziała, że pamiętam :)