Strony

sobota, 12 listopada 2016

8. Eliksir Euforii


Są granice, których przekroczenie jest niebezpieczne: przekroczywszy je bowiem, wrócić już niepodobna…
~~Fiodor Dostojewski
♥♥♥
Minął jeden ciężki tydzień od otrzymania przez Dracona szokujących informacji. Nie miał pojęcia, o co chodziło z wiarołomnym, ani z jakimiś czterema wybranymi… To wszystko nie miało najmniejszego sensu, ale co dziwne zaczynał wierzyć Granger.
Dziewczyny ustaliły, że będą się spotykać z Malfoy’em w tym samym miejscu, za posągiem goblina na czwartym piętrze. Każdy z nich otrzymał jakiegoś zaczarowanego galeona, lecz tyko Rachel i Hermiona mogły na nich wyznaczać godzinę i datę.
Ślizgon siedział w wielkiej sali. Dzisiaj znowu przyszedł przed czasem, ostatnio nie lubił towarzystwa innych. Jego plan się udał; obecnie w jadalni przebywały tylko nieliczne, zaspane jednostki. Jedną z nich była Hermiona Granger.
Ona mnie śledzi, pomyślał Draco, próbując z całej siły nie patrzeć w jej kierunku. Ale jednak gdzieś tam bardzo głęboko, w najciemniejszym zakamarku jego serca, który zabezpieczył przed złem, czaiła się lekka sympatia i współczucie do tej dziewczyny. Ale tylko lekka, nic więcej…
W pewnym momencie wstała od stołu, popatrzyła na niego i nie odwracając się więcej wyszła z pomieszczenia, do którego w tym samym czasie weszła Rachel. Dziewczyny kiwnęły sobie głową i coś szepnęły i udały się każda w swoim kierunku.
Morgan przysiadła się koło Dracona, nakładając sobie na talerz dwa razy więcej jedzenia, niż chłopak.
– Cześć – powiedziała z uśmiechem. – Nadal o tym nie możesz zapomnieć, prawda?
Ta dziewczyna była genialna. Aby nie wzbudzać podejrzeń, cały czas się uśmiechała, jakby rozmawiali o przyjemnych rzeczach.
– Rachel, codziennie się mnie o to pytasz i na razie nie zmieniłem zdania – westchnął Draco, przeczesując włosy. – Tak.
– Wiesz, o prostu chcę, żebyśmy rozmawiali i tak dalej. – Uśmiechnęła się. – Lubię z tobą rozmawiać.
Morgan wróciła do jedzenia, a Draco nie wiedział co powiedzieć. Też lubił z nią rozmawiać, ale nie mógł się so tego przecież przyznać. Wyszedłby na miękkiego i uczuciowego.
– Wiem, że ty też chcesz mi coś powiedzieć – zaśmiała się Rachel. – Dawaj, nikomu nie powiem.
Malfoy był zirytowany. Bellatriks podobno miała go nauczyć oklumencji, ale jak to ona, wolała postawić na Crucio.
– Czemu wszyscy czytają w moich myślach, tylko nie ja? – Powątpiewająco pokręcił głową. – Też lubię z tobą rozmawiać.
Dziewczyna uśmiechnęła się i nic nie powiedziała. Draco też nie kontynuował rozmowy i siedział, grzebiąc w talerzu. Po kilku dłuższych chwilach, kiedy to do Wielkiej Sali napłynęło więcej ludzi, Ślizgon wstał i pomachał Rachel na pożegnanie.
Wychodząc, popatrzył na dziewczynę, na której twarzy po raz pierwszy ukazało się zmartwienie i smutek…
♥♥♥
– Na dzisiejszej lekcji będziemy ważyć Eliksir Euforii. Ma ktoś jakieś pomysły odnośnie działania?
Ręka Hermiony wystrzeliła w górę, niczym petarda. Na eliksirach z Slughornem, Gryfonka miała pole do popisu, ponieważ zawsze udzielał jej głosu. Tak było i tym razem.
– Eliksir Euforii to bardzo podobny wywar do Feliks Felicis – wyrecytowała. – Tyle, że jest prostszy i nie daje pełni szczęścia, jedynie na parę krótkich chwil człowiek staje się najszczęśliwszy na świecie.
Granger siadła na miejsce i zanotowała coś na pustej dotąd kartce pergaminu.
– Dziesięć punktów dla Gryffindoru, brawo panno Granger – powiedział uśmiechnięty Horacy. – Panie Malfoy, czego potrzebujemy do wytworzenia tego eliksiru?
Draco zbaraniał, nie miał pojęcia. Od początku roku nie otworzył książki do eliksirów, bo Severus przestał ich uczyć.
            Nagle Hermiona udzieliła poprawnej odpowiedzi, ratując nic niewiedzącego Dracona. Zdobyła także pięć punktów dla swojego domu.
            – Wspaniale, panno Granger! – powiedział jak zawsze radosny Slughorn. – Teraz podzielę was parami, tym razem będziecie pracować z innym domem.
            I tym sposobem Weasley trafił do pary z Pansy Parkinson, Potter z Dafne Greengrass, a Granger z Draconem.
            Przez pierwsze dziesięć minut pracowali w totalnym milczeniu, Hermiona przyniosła składniki, a Malfoy w tym czasie przeanalizował dokładnie całą instrukcję. Pierwsza odezwała się Gryfonka.
            – Nie możemy nie rozmawiać, bo pomyślą, że coś dziwnego się dzieje. Jakbyśmy byli przyzwyczajeni do wspólnej pracy.
            Słowa Granger miały sens – przez ostatni tydzień obyło się bez kłótni przy analizie mapy zamku, czy czytaniu Historii Hogwartu.
            – Do czego dążysz, Granger? – zapytał Draco. – Mam ci się rzucić do gardła, czy może wydłubać tym nożem oczy?
            Hermiona nie traciła rezonu, bo już po chwili odpowiedziała, a jej wypowiedź była bardzo adekwatna i nie ironiczna.
            – Nie mówię przecież o tym. Chodzi mi o to, że powinniśmy do siebie coś od czasu do czasu rzucić, bo pracujemy pierwszy raz. – Zakreśliła palcami cudzysłów w powietrzu.
            – No dobrze, zgadzam się – powiedział w końcu Malfoy. – A tak w ogóle, to planujesz jakieś spotkanie z Rachel?
            Draco był zdziwiony z jaką łatwością potrafi rozmawiać po koleżeńsku z jego największym dotąd wrogiem. Nie dość, że taka gadka nie była ciężka, to robiła się nawet czasami przyjemna…
            – Możliwe, ale nie mam pewności. Musimy się jeszcze dogadać. – Wrzuciła posiekane korzonki do bulgoczącego, ciemnobrązowego wywaru. – Znalazłeś coś w Historii Hogwartu?
            – Niestety nic nie ma – prychnął Ślizgon. – Sami wielcy czarodzieje i wojny goblinów. Żadnego wspomnienia o przepowiedniach, ani wojnie. Kompletne zero.
            Widać było, że jest sfrustrowany, ale próbował trzymać fason i z całej siły wyciskał sok z fasolek.
            – Nie tak, popsujesz – powiedziała z dezaprobatą Granger. – Popatrz.
            Chwilę później Malfoy musiał się przyglądać, jak Gryfonka w kilka sekund wycisnęła z cały sok z fasoli. Dla niego, który nie tknął końcem kija podręcznika, było to niemniej trudne do zrozumienia, jak rodzaje tarcz ochronnych, z których kompletnie nic nie pamiętał.
            – Jak niby mam to robić, kiedy ostatnio otworzyłem książkę do eliksirów w piątej klasie? – zapytał powątpiewająco Draco.
            – Pytanie retoryczne, Malfoy – rzuciła Hermiona, mieszając w kociołku, aż eliksir zrobił się jasnoróżowy. – Mógłbyś posiekać to ziele i dorzucić do eliksiru?
            Wskazała palcem na mały słoiczek. Chłopak zaklęciem pozbył się nakrętki i wziął do ręki, która po chwili zaczęła go niemiłosiernie piec.
            Syknął z bólu i puścił ziele na deskę do krojenia, łapiąc się za piekącą kończynę.
            – Granger, jak się usuwa oparzenia?
            Hermiona pokręciła głową i sama wzięła do ręki niebezpieczną roślinę, chcąc pokazać, że nic nie robi. Rzeczywiście – dziewczyna wcale nie upuściła jej jak on na stół, tylko dalej trzymała.
            – Wodniczka, Malfoy. Jak ty zdałeś sumy? – Spojrzała na niego, jak na totalnego głupka. – Roślina o nadzwyczajnych umiejętnościach, potrafi zmylić twój mózg, aby myślał, że odczuwa ból.
            Malfoy nie miał pojęcia, że takie coś istnieje. Jednak może warto byłoby czasami posłuchać na zielarstwie.
            – Dzięki – powiedział, nie myśląc.
            Granger popatrzyła na niego zdumiona, Ślizgon jeszcze nigdy nikomu nie podziękował.
            – Za co mi dziękujesz? – spytała, nadal w głębokim szoku.
            Draco zastanawiał się długą chwilę. W końcu pomyślał: Przecież mówiłeś sobie, że żyjemy tylko raz!
            – Tak jakoś, Granger – powiedział i dodał ostatni składnik eliksiru, mieszając trzy razy w kierunku wskazówek zegara.
            – Koniec czasu! – Oddalony głos Horacego zabrzmiał w lochach.
            A Hermiona nadal nie mogła uwierzyć, że człowiek, którego szczerze nienawidziła, podziękował jej niemal za nic.
♥♥♥
Dzisiaj trochę krótko, ale osobiście lubię ten rozdział, chociaż taka totalna zapchaj-dziura.
Kto już przeczytał PD melduje się ^^
Dla Tej, która zaczarowała mój świat ♥




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz